środa, 17 czerwca 2009

Boogie Brain Festival 2009

Dokładnie miesiąc został do rozpoczęcia drugiej edycji międzynarodowego festiwalu muzycznego "Boogie Brain". Dzisiaj jednak nie będzie podejścia od strony muzycznej. W końcu czasu na zapoznanie się z wykonawcami było od momentu ich ogłoszenia aż nadto, dlatego kto poznał i polubił ten wie, że warto. Resztę zaś warto przekonać do poznania tego festiwalowego "warto" - właśnie do nich jest skierowana dzisiejsza notka - do słuchaczy muzyki, którzy nie chcą iść na festiwal. Czemu? Po co namawiać ludzi, którzy na codzień słuchają tylko mamy i pierwszej lepszej rozgłośni radiowej, albo po prostu im się nie chce, że warto? Pozwolę sobie posłużyć się sportową przenośnią. Parę postów w dół prezentowałem propozycje dla logotypów na najbliższą olimpiadę w Londynie. Igrzyska Olimpijskie to taka przedziwna impreza, w trakcie której prawie cały świat ogląda zmagania najlepszych zawodników w przeróżnych dyscyplinach sportowych. Oglądanie mistrzostw świata w każdej z dyscyplin olimpijskich zajęłoby przeciętnemu widzowi pewnie cały rok śledzenia kilku kanałów symultanicznie, a tak, podczas igrzysk ma wszystko na talerzu, ułożone jedno obok drugiego, najlepsi zawodnicy w swoich kategoriach w walce o medale. Gdzie tu analogia do Boogie Brain? Najpierw wyjaśnię skąd określenie "przedziwna impreza" w stosunku do Olimpiady. Igrzyska sprawiają, że raz na 4 lata (jeśli dodamy zimową edycję, to raz na 2 lata) oglądamy (mówiąc "my" mam na myśli "osoby lubiące sport") w TV dyscypliny sportu, którymi się kompletnie nie interesujemy, których wyników nie śledzimy na bieżąco, a także te, których za chuja nie rozumiemy. Niemniej jednak siedzimy przed odbiornikiem sprawdzając wyniki eliminacji we Wszechstronnym Konkursie Konia Wierzchowego, klaszczemy głośno przy spalonym Pchnięciu Kulą, czy z udawanym profesjonalizmem mówimy, gdzie Rosjanka nieczysto wylądowała podwójnego Axla. Nie znamy się, nie interesujemy się, nie rozumiemy, ale oglądamy. Czemu? Psychologowie mają pewnie tysiące mądrych teorii, ja mam jedną - oglądamy, bo chcemy uczestniczyć w czymś niezwykłym. Czym innym jest bowiem oglądanie przy pracy mistrzów? Ze sportem jest tak - jeśli reguły jakiejś dyscypliny są proste, a rozgrywka jest dynamiczna i emocjonująca, to znajdzie ona rzesze fanów na całym świecie. Z muzyką zaś... bardzo podobnie - proste, nieskomplikowane muzycznie utwory, łatwo wpadające w ucho teksty bazujące na emocjach, do tego dynamiczny rytm i mamy przepis na popowy sukces. Są jednak dyscypliny sportu, krótko mówiąc, niszowe. Reguły są skomplikowane, pełne niuansów i wyjątków. Od graczy wymaga się raczej myślenia nad strategią i mozolnego poprawiania wyniku, niż gry z fajerwerkami dla gawiedzi. To samo z muzyką - ta "niszowa" jest bardziej skomplikowana, wysublimowana, wymaga od słuchacza jakiejś formy obycia, umiejętności odkrywania nawiązań, drugich "denek" i innych zabiegów artystycznych. O ile jednak z dyscyplinami popularnymi mamy kontakt przez okrągły rok, złote ligi, ligi mistrzów, ligi światowe, euroligi, ligi nba czy wielkie szlemy lub puchary świata - najpopularniejsze dyscypliny mają kanały, którymi docierają do każdego kibica sportowego, który nawet nieobeznany z dokładnymi regułami jest w stanie przypisać określonej dyscyplinie takie pojęcia jak: rzut za trzy, spalony, 110 z przeszkodami, as serwisowy, libero, dyfuzor. Reszta dyscyplin będących poza "oficjalnym" obiegiem musi czekać na swoje 5 minut podczas Igrzysk. Wtedy właśnie oglądalność tych "innych" sportów rośnie, bo kibice sportowi z ciekawości popatrzą na mistrzów w swoim fachu - jeśli już zaczynać przygodę z nową dyscypliną, to najlepiej na samym początku obcować z mistrzami w jej zakresie. Stąd już prosta analogia do muzyki i festiwalu samego w sobie. Przez cały rok słuchacie muzyki popularnej - chcąc, czy nie chcąc obcujecie z nią w radio, telewizji czy internecie. Obija się wam o uszy, czasem wzburza wnętrzności, a innym razem rozkosznie przy niej pląsacie. Są jednak gatunki, których w mainstreamowych mediach nie uświadczycie, a jeśli już to jakichś złagodzonych hybrydach. Jak się z nimi zapoznać? W tym momencie zakładam, że zwracam się do ludzi, którzy nie znają nikogo ze składu Boogie Brain, ale nie mają na oczach klapek i chętnie sprawdzają "inne" dzwięki. Zapoznać się z nimi można na przeróżnego rodzaju festiwalach, przyjmujących co roku rolę sportowych igrzysk. Pojedyncze koncerty mają to do siebie, że uczęszczają na nie z reguły fani jednego brzmienia. Festiwale, mimo dość luźnego "tematyzowania" są jednak bardziej zróżnicowane i otwarte na szersze skepktrum gości. Na kilku arenach mamy do dyspozyji mistrzów w swoich dyscyplinach muzycznych, od nas tylko zależy jaki kanał włączymy i którym zawodnikom i drużynom warto się przyglądać. Teraz jednak przychodzi czas wyboru. Część pojedzie na Open'era, część była pewnie na Selektorze, część planuje Audioriver czy Orange Warsaw. Czemu akurat Boogie, a nie te powyższe są tematem dzisiejszej notki? Boogie z racji miejsca mojego zamieszkania, a także chęci słownego chociaż wsparcia lokalnej inicjatywy, którą uważam za bardzo wartościową i rozwojową. Nie ma żadnych przeciwwskazań ku temu, aby i pozostałe festiwale były częścią tego tematu. Wszędzie tam zagrają bowiem wykonawcy, którzy w swoim fachu są mistrzami. Którzy powinni nosić na szyjach medale w swoich kategoriach, bo konkurencję mają daleko za plecami. Na każdym z tych festiwali fani muzyki znajdą coś dla siebie, a dodatkowo NA PEWNO odkryją coś nowego, co im się spodoba. Jak podczas oglądania Igrzysk przy okazji oglądania skoków narciarskich zajarasz się curlingiem, tak może podczas festiwalu jedno znane ci nazwisko otworzy drogę do innych muzycznych odkryć. Tak się bowiem składa, że line-upy tegorocznych festiwali to prawdziwa śmietanka każdego praktycznie gatunku muzycznego. Powtórzę się więc - jeśli zaczynać swoją przygodę z czymś nieznanym, to najlepiej zacząć od mistrzów w swoim fachu. Wszystkim z szerokimi horyzontami polecam - im więcej nieznajomych nazw na plakacie, tym większa szansa na świeże odkrycie. A jeśli nie lubisz kotów w workach, to przecież zawsze możesz sprawdzić w internetach, guglach, jutubach czy innych wrzutach. Sieć jest tego pełna.
Pozdrawiam!

[Ze szczególnym uwzględnieniem tego,
że warto wpaść na Boogie Brain
(17-18.07.2009) do Szczecina.]

14 komentarzy:

Kszynka pisze...

Ty Owiec wez nie pitol :))) znam cie tyle lat i nigdy nie byles az takim koneserem dzwiekow :)) wszyscy wiedza ze to kolejna okazja do okrutnej najebki hyhyhy

licze na jakas konkretna riposte Owieczko...

Żebruś pisze...

Hahaha, I cały wątek filozoficzny w pizdu :))

Anonimowy pisze...

Pytanie jest, czy nie jesteśmy nabijani w przysłowiowe "bambuko", zarówno przez Boogie Brain Festival, jak i Eska Rock Festival. Oczywiście to miłe, że próbujesz się zainteresować i innych zespołami, których marki nic nie mówią, ale to chyba dość karkołomny koncept. Trochę martwi mnie fakt, iż pompuje się, że to są jakieś konkretne festiwale, podczas gdy główną gwiazdą jednego jest Roy Ayers(wspaniała postać, ale lata świetności jego twórczości oscylują raczej w latach 70tych), z kolei drugi promuje pop gwiazda, której album ktory odbił się echem w branży muzycznej datuje się na okolice 2000 roku, czyli bagatela 9 lat temu. Przy całej chęci i marzeniu moim, żeby coś się zaczęło dziać w Szczecinie, ciągle odnoszę wrażenie, że jednak ktoś mi wciska materiał co najwyżej drugiej kategorii.

owiec pisze...

do "anonimowy" - dla ciebie lata swietnosci roya to dekada 70tych. ja wiem, ze razem z guru zrewolucjonizowal hip hop nagrywajac "jazzmatazz" w 1993. a jazzanova? a scratch perverts? robert owens? to nie sa gwiazdy pierwszej wielkosci?

gdybym sluchal tylko tego, co akurat "odnosi sukcesy" i nie mialbym wokol siebie ludzi, ktorzy ktoregos pieknego dnia zainteresowali mnie zespolami, ktorych nazwy nic mi nie mowily, to do dzisiaj sluchalbym skladanek bravo w dwukasetowych opakowaniach :) nie uwazam tego za karkolomny koncert, tym bardziej ze bilet na boogie brain kosztuje 50zl, mniej niz wyprawa do klubu w weekendowy wieczor - stad moja propozycja, przyjdzcie posluchac mistrzow w swoich kategoriach - genialnego wibrafonisty i wspoltworcy "jazz touch" w rapie, wielokrotnych mistrzow swiata turntablismu, przedstawiciela jednego z najbardziej wplywowych broken beatowych kolektywow na swiecie ktory pracowal dla commona, lenny kravitza czy bena westbeecha, albo artysty uznanego za najlepszy wokal house'owy. jesli oczywiscie lubisz muzyke i jestes otwarty na to czego nie znasz i z niewiadomych przyczyn nie chcesz sprawdzic w internecie zeby sie zapoznac :)

owiec pisze...

a co do eska rock festival - troche nie moje klimaty, ale chetnie poslucham z okna (z braku funduszy), bo mieszkam rzute beretem od stadionu pogoni. ale gdybym mial kase to chwili bym sie nie zastanawial i chetnie posluchal czy przebrzmialego limp bizkit, czy swiecacych przeciez aktualnie sukcesy Kaiser Chiefs. co z tego ze teraz w mediach popowych są inne gwiazdy - na szczycie list przebojow przetasowania sa srtednio co pol roku - ale to nie oznacza ze mamy w szczecinie wykonawcow "na odwal", jakies ochłapy muzyczne. wrecz przeciwnie, z doswiadczenia wiem ze niezmanierowane gwiazdy daja duzo lepsze koncerty niz te aktualnie na topie, ktore nawet nie wiedza gdzie przyjezdzaja bo to juz 40 wystep w danym miesiacu.

jeszcze raz do anonimowy - mam wrazenie ze "jakosc" idzie u ciebie w parze z "aktualną popularnoscią". jak dla mnie nic bardziej blednego. poza tym zalozeniem Boogie Brain (jak mowil na konferencji Bartek) nie jest robienie z festiwalu imprezy masowej. nie chodzi przyciaganie jak najwiekszej liczby osob znanymi na pudelku nazwiskami, tylko prezentowanie tej "ambitniejszej" muzyki elektronicznej. nie zmienia to faktu ze nazwiska są zajebiscie gorące muzycznie, bo nawet jesli roy mial szczyt popularnosci w latach 70tych, to nie jarac sie jego jedynym koncertem w polsce w ramach festiwalu w szczecinie to juz naprawde szukanie dziury w calym :)

ANONIM pisze...

" jazzanova? a scratch perverts? robert owens? to nie sa gwiazdy pierwszej wielkosci? "

zdecydowanie nie są
jazzanova jest drugiej wielkości
reszta jest mnie i 99% Szczecinian nieznana

żądam w Szczecinie takich wykonawców jak np. Lauryn Hill - która akurat nie pasuje pod określenie "teraz odnosi sukcesy" ale gwiazdą jest
albo Pharella którego w WWA można posłuchać/obejrzeć za darmo

ANONIM pisze...

P.S.
oczywiście te 2 przykłady nie pasują do "muzyki elektronicznej"
ale życzyłbym sobie i innym Szczecinianom "grubej" imprezy muzycznej w naszym mieście - dlaczego mamy być gorsi od Gdyni, Warszawy czy Krakowa ?

owiec pisze...

scratch perverts to wielokrotni mistrzowie swiata turntablismu. owens to "najlepszy wokal w muzyce house". jazzanova to najslynniejszy broken beatowy kolektyw na swiecie.

jesli ci wykonawcy nie maja WARTOŚCI, to ja nie wiem o czym rozmawiamy :) po raz kolejny piszę - boogie brain to nie ma byc alternatywa dla openera czy selektora (tak na marginesie - druga edycja openera i jej line-up wygladaly tak: Cassius, Kosheen, Layo & Bushwacka) ale festiwal z zasady promujacy wykonawcow nieznanych 99% ludzi (wg mnie 95%, no ale niech bedzie twoje pesymistyczne 99%). stad wlasnie moja notka zachecajaca ludzi do przyjazdu i poznania MISTRZÓW w SWOICH dziedzinach. przeciez nie mozna sie do konca zycia katowac sluchaniem tego co serwuja radia.

wymienieni przeze mnie wykonawcy to JEST pierwsza liga, tyle ze ich nie znasz. pierwsza liga jesli chodzi o wartosc artystyczna, a nie ilosc sprzedanych plyt i teledyskow na mtv.

no a przyklady Lauryn czy Pharrella to akurat kulą w plot - sam napisales ze nie pasuja do profilu festiwalu. poza tym lauryn juz nie wydaje nic od lat, nagrala raptem jedna dobra plyte i swietne unplugged chociaz to cover roberty flack zrobil z niej gwiazde. co do pharrella - robi popelinę gdziekolwiek sie nie obroci (z wyjatkiem projektu N*E*R*D), wiec nie wiem z jakim materialem mialby sie nam zaprezentowac.

ja bym z kolei wolal the roots, jay-z czy daft punk w szczecinie. czy to powod zeby mowic ze mamy festiwal drugiej kategorii? a moze warto zapoznac sie z tworczoscia "nieznanych" wykonawcow a potem mowic kto jest jaka liga.

owiec pisze...

jeszcze raz powtorze - BB to z ZALOZENIA nie ma byc festiwal GWIAZD komercyjnych, znanych i przyciagajacych nazwiskiem/wygladem/wizerunkiem rzesze roznych ludzi. to ma byc promocja szczecina przez wyselekcjonowane, ambitne dzwieki elektroniczne. cytujac jednego z organizatorow - "miasta zasciankowe pytaja - ilu ludzi przyszlo", miasta rozwiniete "kto zagral". kto wie czy boogie brain w przyszlosci nie stanie sie duzym festiwalem jak np audioriver (ktorego pierwsze edycje jeszcze pod nazwa astigmatic tez byly raczej skromne, a teraz jest najwiekszym festiwalem elektronicznym w polsce), czy moze w kierunku openera ktory z edycji na edycje byl coraz lepszy. wazne ze cos sie dzieje, ze przyjezdzaja 1ligowcy (ktorych nie zna 99% szczecinian, ale ktorzy przy odrobinie wysilku mogliby ich poznac)

wole, zeby szczecin kojarzyl sie koneserom dobrych dzwiekow, a nie masom ludzi szykujacych sie na lans przy dzwiekach muzyki ludzi znanych z tv (a tak powoli zaczyna wygladac opener)

p.s. moze po prostu mamy inny gust muzyczny, ale to ze nie kojarzysz wykonawcow, nie oznacza ze sa bezwartosciowi. zaufaj mi slowo "1 liga" odnosi sie do nich idealnie.

poza tym mam wrazenie, ze nie wymienisz z glowy mistrzow swiata w brydżu, curlingu, jezdzie wyczynowej na lodzie czy zapasach w stylu wolnym do 80kg. co nie zmienia faktu ze to mistrzowie - tylko ze nieznani 99% szczecinian. w przeciwienstwie do nazwiska cristiano ronaldo. tylko ze w czym oni są gorsi od niego? w medialnosci dyscypliny? pfff :)

Anonimowy pisze...

no właśnie trick w tym, że nie. to nie do końca pierwszoligowcy...odgrzewane kotlety. Jeśli ktoś robi festiwal elektroniczny a na taki kreowany jest BB to wydaje mi się, że Roy Ayers, to świetna pozycja...ale jako dodatek, nie jako main star. Na froncie powinien się pojawić ktoś kalibru Basement Jaxx, Daft Punk. Może to nadmierne malkontenctwo, ale jestem znudzony w tym mieście, ze glowny argument to to, ze "cos" sie dzieje. Chciałbym, żeby temu "czemuś" nadano jakość. Chyba, że te festiwale mają zgarniać popularność objętości klubu Alter Ego. Bo tyle osób, przy naprawdę sporej dawce optymizmu, kojarzy Scratch Perverts.

Podziwiam cię, że chcesz się dowiedzieć kim będą artyści, którzy wystąpią na tym festiwalu, ale to jest niestety smutne i obawiam się, że będziesz odosobniony w tym fakcie. Nie tak się buduje porządny festiwal.

owiec pisze...

ile razy mozna powtarzac ze to NIE MA BYC FESTIWAL Z GWIAZDAMI MEDIALNYMI? jesli byles na konferencji zapowiadajacej festiwal to wiesz jakie sa zalozenia. jak nie byles to bedziesz porownywal do openera ktory zjada wlasny ogon i narzekal ze zle, ze niedobrze. powtarzam - to dopiero druga edycja, popatrz jakie byly drugie edycje tych duzych festiwali.

poza tym masz racje - to jest malkontectwo. to ze nie znasz wykonawcow nie daje ci prawa do pisania o odgrzewanych kotletach. dla niektorych to mozliwosc zobaczenia na zywo legendy. dla ciebie anonimowych paru grajków. wiec ty zakup bilet na openera albo coke festival, a ja bede sie swietnie bawil na wystepie coki, dj storm czy ayersa. bo dla mnie to absolutne gwiazdy i ciesze sie jak dziecko. to nie jest festiwal "dla kazdego", smutne, ze traktujesz tych wykonawcow jak muzykow drugiej kategorii - ale to raczej z ignorancji wynika - sam mowisz ze poza jednym, dwoma nazwiskami reszta to dla ciebie anonimowe pseudonimy. ja ze swojej strony namawiam tylko do sprawdzenia. ciebie przekonywal na sile nie bede bo o czym mozemy rozmawiac, skoro dla ciebie zalozycielka pionierskiej wytworni drumowej, czolowi wykonawcy dubstepowi z UK czy mistrzowie swiata w turnablismie to "odgrzewane kotlety". tu jest wlasnie "szczecinizm" pogrzebany. "fajnie fajnie ale ja ich nie znam i chce pharrella". no to 4-5 wrzesnia jedziemy do stolicy. nie mozna miec wszystkiego.

p.s. nic nie stoi na przeszkodzie zebys ze znajomymi zrobil boogie konkurencję. w koncu wystarczy sponsor, booking i rozmowy z miastem i juz. do dziela, moze ci sie uda sciagnac daft punk do szczecina :)

Anonimowy pisze...

Gdyby udało mi się zorganizować tylko takie postaci na mój festiwal, to też bym tak się tłumaczył: "to nie miał być festiwal z gwiazdami miedialnymi".

Nie traktuj mnie jakbys wiedzial, które z tych zespołów znam, które nie. Nigdzie nie pisałem też, że ci wykonawcy są dla mnie anonimowi, więc nie wsadzaj mi do ust rzeczy, których nie napisałem.

Odgrzewane kotlety to dla mnie takie postaci jak Roy Ayers (ledwo ktos go kojarzy - oczywiscie powiesz, ze to nie prawda, ale zacznij szerzej patrzec niz waskie grono twoich znajomych), Limp Bizkit (na scenie odznaczali sie 9 lat temu).

Problemem nie jest to, że przyjdziesz Ty i ja, bo jesteśmy fanami muzyki, ale szerzej spoglądając, nie sądzę, by ten festiwal przyciągnął sporo ludzi, a chyba zdajesz sobie sprawę, że przy organizacji takich wydarzeń, nie jest to bez znaczenia?

owiec pisze...

"Gdyby udało mi się zorganizować tylko takie postaci na mój festiwal"

czlowieku graja mistrzowie swiata, zalozycielka pionierskiej wytworni drumowej razem z goldiem, legenda jazzu i wspoltworca jazzmatazz, najlepszy wokal house'owy na swiecie, przedstawiciel najlepszego kolektywy broken beatowego a ty mowisz "tylko takie gwiazdy"? w zeszlym roku bylo 4hero, prekursorzy broken beatu i drum n bassu, byl mark de clive lowe, legendarny producent, nul ltj bukem, guru drumowy, byli jazzsteppa, jakie "TYLKO"? TO sa wartosciowi wykonawcy, niestety nie promuje ich eska i mtv wiec ludzie ich nie znaja. TYLKO? pfff raczysz zartowac... powtarzam - zorganizuj festiwal na ktory zaprosisz TAKICH wykonawcow to chetnie uscisne ci reke i odszczekam co powiedzialem.


poza tym ja ci nie sugeruje zadnych wypowiedzi niezgodnych z prawda. co wiecej, chetnie cie zacytuje:

"zdecydowanie nie są
jazzanova jest drugiej wielkości
reszta jest mnie i 99% Szczecinian nieznana". to ja wymyslilem sobie ze powiedziales ze reszty nie znasz? nie, sam to napisales, wiec traktuje cie jak kogos kto nie zna calej reszty. chyba ze sie przejezyczyles albo jakis skrot myslowy zastosowales - wtedy wybacz, nie znam cie osobiscie wiec nie moglem wiedziec ktore akurat znasz a ktorych nie. napisales o roy'u, jazzanovie i "reszcie" ktorej nie znasz ty i 99% szczecinian. twoje slowa.

nie chce sie z toba przekomarzac bo widze masz jakis inny punkt widzenia na to, jak powinien wygladac boogie brain. odnosze wrazenie ze od festiwalu szant czy muzyki barokowej tez bys wymagal daft punk albo pharrella. to nie ten target, nie takie bylo zalozenie, nie takie jest wykonanie. jesli uwazasz ze boogie brain jest dla mnie i waskiego grona moich znajomych, ktorzy sie taka muzyką jarają i sluchają jej bardzo czesto, to... masz racje, wlasnie dla nas jest ten festiwal. moze tez dla tych, ktorzy chetnie poszukaja nowosci, mimo ze nie znaja. najwyrazniej nie dla ciebie, no ale nie da sie kazdego zadowolic.

powtorze po raz kolejny, chociaz nie wiem po co, skoro chyba nie czytasz - organizatorzy Z ZAŁOŻENIA traktuja boogie brain jako festiwal bez znanych nazwisk przyciagajacych przypadkowych gosci. sa nazwiska znane dla konserow i wlasnie ci odbiorcy najbardziej sobie taka formule szanują i chwalą. na konferencji bylo mowione - nam nie chodzi o frekwencje, ale o poziom artystyczny. wg mnie i wielu moich znajomych stoi on na zajebiscie wysokim poziomie. ty za to uczepiles sie ze nie ma "gwiazdy", mimo ze formula festiwalu zadnego daft punka czy basement jaxx nie zaklada i nie zakladala. mialy byc gwiazdy drumów, dubstepu, house'u czy broken beatu. miały byc i są. jednym pasuje inni narzekaja. jeszcze raz mowie - wszystkim nie dogodzisz.

p.s. moze warto zebys ze swoimi pomyslami uderzyl do organizatorow? sawicki, bączkowki - to sa ludzie odpowiedzialni. ja tylko pisze na ten temat na prywatnym blogu, zachecajac niezdecydowanych. ty i twoja opinia na temat festiwalu jest juz widzew wyrobiona, wiec chyba nie ma juz o czym gadac. ja sie jaram ty nie.

i tak to najlepiej zostawic. pozdrawiam i koncze z mojej strony ;)

owiec pisze...

szanuje twoje zdanie ale nie chce mi sie juz prowadzic jalowej dyskusji na temat "kto jest gwiazda a kto nie". ja sie zajaram nawet zlotem goth-death-metalowych zespolow w szczecinie, dopoki beda fachowcy mowiacy o tym, ze to smietanka danego gatunku. ty musisz miec od razu wszystko, bo nie jak sie zacznie od czegos, czego ty nie znasz to juz jest robienie w "bambuko". ja znam tych wykonawcow i WIEM co prezentuja sobą. ty nie znasz, ale i tak masz wyrobiona opinie ze to druga, trzecia, czwarta liga i odgrzewane kotlety. dla mnie lizzy sie JAKOSC, dla ciebie miejsce na liscie przebojow i rozpoznawalnosc wsrod przecietnego mieszkanca miasta. tym sie roznimy, a jako ze nie chce mi sie juz wymieniac postow, to zamkne komentarze pod tą notką. tak po dyktatorsku :)

pozdrawiam jeszcze raz i proponbuje - z narzekaniem i projektami jak sciagnac WIELKIE GWIAZDY do szczecina prosze do organizatorow boogie brain. najwyrazniej masz duzo wieksze pojecie o muzyce niz oni.

ja za nic nie odpowiadam. chce tylko posluchac w szczecinie ambitnej muzyki elektronicznej, najchetniej takiej ktorej nazwy nic nie mowia przypadkowym ludziom. dlatego kupie karnet i bede w towarzystwie moich znajomych jaral sie jak w zeszlym roku. a tobie zycze powodzenia w poszukiwaniu festiwalu idealnego