poniedziałek, 5 stycznia 2009

fresh start

sex, drugs & szampan piccolo

pod takim hasłem rozpoczął się był rok 2009, ale też zakończył się był poprzedni w kalendarzu, czyli 2008. ("parano bros" oczywiscie bez związku z tematem noworocznym, ale jak tylko ich znalazlem to wiedziałem, że muszą się pojawić w tej czy innej notce - a że niniejsza notka nie doczekała się własnego tematu, to dostanie chociaż "pikczera" na osłodę).

roki, szczególnie te nowe, wcześniej nie używane mają to do siebie, że pociągają za sobą setki postanowień i tysiące życzeń. jako, że życzenia w tej kulawej elektronicznej formie przekazałem już światu parę linijek niżej, czas na postanowienia. w 2009:
- będę używał polskich liter. spodziewajcie się więc dantejskich scen z udziałem kresek nad O oraz ogonków pod A. kompilacja najlepszych występów do kupienia na DVD w najlepszych sklepach wielobranżowych sieci Społem już w Styczniu 2010;
- ograniczę spożycie (jeśli wolno mi będzie w ogóle) napojów o działaniu wyskokowym, zarówno tych przezroczystych i rudych wynalazków o mocy 40% jak i tych 5-procentowych chmielowych poprawiaczy humoru (o jednoprocentowych karmelowych wynalazkach dla szmul i zniewieściałych koczkodanów nie wspominając - do nich, jak i w 2008, na odległość metra nawet nie podejdę);
- spędzę 4 lipcowe dni i noce w towarzystwie jeszcze mi nie znanych gwiazd światowej i polskiej muzyki na festiwalu Open'er 2009.
- schudne na tyle, żeby zaproponowano mi rolę upośledzonego brata Mitcha Buchannona w reaktywacji Słonecznego Patrolu
- utrzymam porządek w mieszkaniu przez przynajmniej 2 tygodnie. po sprzątaniu. BEZ PRZERWY. (nie wiem kiedy go zrobię i które to będą tygodnie, wyzwanie niczym actimela);
- ruszę inercyjną dupę do teatru;
- przesłucham przynajmniej połowę tego co zalega mi na dysku w folderze "muzyka";
- obejrze przynajmniej połowę tego co mi zalega na dysku w folderze "filmy";
- i...

...wystarczy. nigdy nie byłem typem planującym, ciężko mi jest zorganizować sobie nastepny dzień, nie mówiąc już o bardziej ambitnych próbach uregulowania sobie życia i nadania mu jakiś ram czasowo-zadaniowych. nie znoszę i nigdy nie znosiłem kalendarzyków, terminarzy, planów i tym podobnych. powyższe postanowienia to absolutne maksimum w temacie "co mogę sobie obiecać, żeby znowu nie zrobić siebie samego w przysłowiowego chuja". dlatego uniknąłem drażliwych tematów z bermudzkiego trójkąta "praca-studia-pieniądze" bo wiem, że przy takich postanowieniach o skuchę najłatwiej, a wysłuchiwanie reklamowego "obieeecaaaałeeeeeś" nie należy do moich ulubionych. dlatego też życzę sobie wytrwania w postanowieniach, ewentualnego mmmiłego zaskoczenia w "niepostanowionych-ale-w-kurwę-ważnych-przedsięwzięciach" oraz do siego, cokolwiek to znaczy :)

p.s. od jutra normalnie piszę, w sensie są tematy, są pomysły, chęci chyba też. stay tuned.

7 komentarzy:

eM. pisze...

i bądź w guglach jeszcze bardziej! [230 wyników to za mało.]

Cookie pisze...

zapomniales o warszawskim majowym basketowym fighcie :D

owiec pisze...

no i pewnie o paru innych rzeczach zapomnialem znając mnie :) wiec mozecie przypominac ;)

Głowa pisze...

zapomniałeś do mnie zadzwonić z życzeniami ;P

Anonimowy pisze...

Bo to luj jest nie wiesz?


Bao

Cookie pisze...

ej ej, skladalismy zyczenia z tego co pamietam ;>

owiec pisze...

luj zapominacz o czym warto pamietac czekajac na cos o czym mialem pamietac a zapomnialem najpewniej :)

a zyczenia chyba zlozylismy droga smsowa a jesli nie to przepraszam najmocniej i niniejszym skladam :*