poniedziałek, 13 października 2008

miasto basketu

otrzymalem kilka komentarzy że marudzenie to nie w moim stylu, ze nie do twarzy mi z narzekaniem, ze po nastepnym niepozytywnym wpisie bedzie wpierdol (grozba karalna, artkul ktorystam kodeksu karnego!) dlatego wlasnie dzisiaj bedzie na miiiiiło.
po pierwsze primo wracamy do gry. w sensie w kosza gry. my czyli kto? my czyli drużyna znana wcześniej jako eko-jur. czemu wcześniej a nie teraz? o tym za moment. a teraz o druzynie. otoz jak pewnie pare osob wie jestem fanem basketu (czyli pilki koszykowej zwanej takze koszykowką) moje "fanowanie" obejmuje:
a) siedzenie przed kompem i ogladanie nocnych transmisji ligi en-bi-ej
b) hodowanie bebzona podczas podejmowania wyzej wymienionych wysilkow
c) ogladanie ligi polskiej i czasem europejskiej
d) bieganie po parkietach tudziez asfaltach odbijajac nadmuchany balon, rzucając nim w kierunku obreczy, w skrajnych przypadkach podajac kolegom z druzyny :)
jako ze w wieku lat 5 nie zostalem dostrzezony przez zadnego lowce talentow z zadnej znanej mi ligi koszykarskiej (z nieznanej mi chyba tez), przez pierwsze lata mojego rozwoju psychofizycznego pykalem z chlopakami w noge za garażami, zawsze bylem Bebeto albo Romario, ewentualnie Klinsmann, ale to jak Brazylia byla juz zajeta. Niestety zdolnosciami manualnymi prawej nogi nie grzeszę, o lewej nie wspomnę, bo z nazwy jest w koncu lewa (bez urazy dla mańkutów, ich lewe ręce bynajmniej lewe nie są) dlatego tez wybitnym napastnikiem nie zostalem (chociaz pare goli wcisnalem czasem), do pomocy bylem za leniwy bo kto to wymyslil zeby zapierdalac do ataku a potem jeszcze wracac do obrony... jeszcze czego... a na bramce sie zwyczajnie nudzilem. niemniej jednak to byly zlote czasy mlodziezowego sportu, nie bylo playstation, komputerow, kurwa nawet tetrisy to byl wynalazek nie dla wszystkich. dlatego, mimo ze z perspektywy czasu widze ze mlodego Blaszczykowskiego we mnie nie bylo za grosz, wtedy uwazalem sie za top5 na dzielnicy. no moze top25... ale jednak.
znowu sie zagalopowalem, mialo byc o baskecie - no wiec pilka nozna, bla bla bla, wiadomo - wszyscy grali w noge, znalezc boisko z koszem to bylo nie lada wyzwanie, wiec nie bylo jak sie zajarac innym sportem (nie no ok, byl baseball za pomocą deski ze smietnika, byly kapsle, siatka.. nie sorry, siatka byla dla pedalow :) minelo troche czasu uroslem pare centymetrow i okazalo sie ze mam nieco blizej do kosza na sali w podstawowce niz inne ziomble. do tego w rece wpadl mi jakis numer ś.p. magazynu Magic Basketball, a ze w mojej okolicy zbudowano pierwsze boisko do kosza z takiego prawie prawdziwego zdarzenia to zaczela sie choroba pod nazwa "koszykowka". oczywiscie dostalem moje pierwsze oryginalne firmowe buciory - Reebok Kamikaze II, oczywiscie wiazalo sie to z moim ulubionym graczem, oczywiscie zaczalem nieco okupowac telewizor bo wtedy, w tych pieknych czasach NBA fruwalo jeszcze na TVP2 (hej hej tu NBA) a potem jeszcze przez jakis czas na najlepszej do tej pory platformie kablowkowej - WizjaTV. zalapalem sie nawet w 8 klasie do reprezentacji szkoly i mimo ze sromotnie dostawalismy w dupe to jednak zabawa byla przednia. potem przyszly wakacje przed LO ja zaczalem chodzic na inne boisko (rowniez ś. już p. 35) gdzie grala szczecinska smietanka, ebz dwoch zdan - dwa boiska, mecze do nocy, po 25 osob co wieczor, trójki, dunki, skrecone kostki, otarte o asfalt kolana, najlepsze wakacje ever. a po nich? w liceum, okazalo sie ze pan do WF, niepowtarzalny jedyny Tomasz Kubicki) kiedys trenowal AZS, 2 dni w tygodniu SKS'y, reprezentacja, ehhh to byly czasy, nie dziwi fakt ze wazylem wtedy polowe obecnego siebie. ale wracajac do tego obserwatora ktory mnie nie zauwazyl w wieku 5 lat. niestety w wieku 15, 16 czy 17 rowniez zaden nie mial zamiaru dostrzec we mnie potencjalu, mlodzi trampkarze mieli latwiej - SALOS, mlodziki Pogoni, Arkonii, Odry i chuj wie jeszcze czego. mlodzi koszykarze mieli juz nieco pod gorke, jak sie ktos nimi nie zainteresowal sam, albo nie bylo znajomosci to ciezko bylo sie dowiedziec o jakimkolwiek naborze do szkolki jesli w ogole takie cos istnialo. no ale dosc narzekania (mialo nie byc, wiec nie bedzie) pomimo braku zainteresowania profesjonalistow maly Owca (ktory nota bene swoj pseudonim dostal od Arka Skrzypka na boisku wspomnianej wyzej 35) lupal dalej w basket, sieknal czasem trojeczek, wlazl czasem pod kosz, zerwal czasem torebke stawowa, wyjebal czasem nosem w asfalt - czyli standard. cale szczescie mial ten Owca i ma do dzisiaj bande zajebistych ziomow z ktorymi postanowil zaczac grac w SLAK'u. pogral pare sezonow, raz nawet miotnal 30 w jednym meczu innym razem z 28, potem SLAK sie rozjebal, powstala MLB czyli Miejska Liga Basketu, w ktorej oczywiscie Owca wraz ze swoimi ziomami (troche innymi niz ci ze SLAKu ale jednak niektore mordy sa dosc podobne) pogrywa od 3 sezonow. znalazl sie nawet jako "Hrabia" na projektach billboardów (rozgladajcie sie po miescie, a nuz mnie zauwazycie - na fotach nie mam czapki jakby co :P) a teraz przygotowuje sie jako kapitan do nowego sezonu.

w tym momencie wracamy do tego co napisalem na poczatku: "my czyli kto? my czyli drużyna znana wcześniej jako eko-jur. czemu wcześniej a nie teraz? o tym za moment." otoz moment ów nastal. jako ze nie mamy juz sponsora (a takim byla firma Eko-Jur) musimy zmienic nazwe. oczywiscie pomyslow jak zwykle jest mnostwo, jedne glupsze od drugich, ale Maczo podrzucil mi niezly pomysl. moze ktos z Was szanowni czytelnicy chcialby sie podzielic z nami jakas sugestia dotyczaca ewentualnej nazwy. moze chodzi Ci po glowie jakies wypasione slowo, moze masz tajny plan zarobienia milionow bolarów i zalozenia druzyny o tej nazwie? powiem ci od razu - to nie wypali, lepiej podziel sie pomyslem z nami :) a tak zupelnie serio - czekam na wasze sugestie, w koncu co 1000 głów to nie jedna, do tego owcza zakrecona.

a zeby wam sie lepiej myslalo, moja plyta na dzisiaj - najnowszy album Kano, a na nim Skepta, Wiley oraz niezrównany Davinche. ssać.
p.s. uwazni pewnie zanotowali fakt ze bylo tylko "po pierwsze primo". drugiego nie bedzie bo za bardzo sie rozpisalem nad pierwszym. przepraszam.

8 komentarzy:

hofander pisze...

jak dla mnie to SZCZECINSKIE PASZTETY, NADODRZAŃSKIE GORYLE i last but not least WAŁY CHROBREGO. tyle ode mnie

salsa pisze...

waly chrobrego jest dobre:D

Cookie pisze...

Fatboy Slim - w sensie kapitan i jego podwladni :D

:*

Anonimowy pisze...

przepraszam dobry pania masz wacpan haslo do tej plytki??

owiec pisze...

sorry link byl zewnetrzny, teraz wrzucilem inny bez hasla

Cookie pisze...

gloomy balls w sensie smetne jajka

alternatywnie - sad cucumbers jako smutne ogoreczki

anyone?:D

Anonimowy pisze...

Kuny(a) Chrobrego ?

Cookie pisze...

albo z bollywoodzka - czasem kuna złoty deszcz