środa, 24 września 2008

gorzko wątrobowo

poszedlem dzisiaj w koncu zrobic badanie USG, bo gdyż poniewaz, jak niektorzy wiedza a inni nie, zupelnym przypadkiem, przy okazji robienia pierdołkowatych badan (morfologia, OB itp.) dowiedzialem sie ze moje enzymy watrobowe i inne groznie brzmiace tałatajstwa jak alaty, bilirubiny, trojglicerydy czy inne aspaty sa ponad wszelkie normy dopuszczone przez UE i panstwa szeroko pojetej cywilizacji indochinskiej. jak ten 'przypadek' doszedl do skutku? otoz moja mama przez 30 lat pracowala w Wojewodzkiej Stacji Krwiodawstwa przemianowanej pozniej na Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa (w Szczecinie oczywiscie). nie musze chyba mowic ze od dziecka kolezanki mojej rodzicielki kluly mnie tam ochoczo i za darmo i sprawdzaly wszelkie mozliwe wyniki od zawartosci cukru w kropli krwii z KURWEWSKO bolącego rozcietego opuszka az po poszukiwania zdradzieckiego HIV'a od wczesnych lat mlodzienczych - mimo ze z narkotykiem dozylnym stycznosci nie mialem, a i inicjacje wymian plynow ustrojowych przeszedlem dosc pozno, o oralno-analnych zabawach w gronie tej samej plci nie mowiac, bo my sie kochamy, ale "nie jak geje, jak przyjaciele", że pozwole sobie zacytowac Walerego. wracajac do meritum - zrobiwszy sobie te badania, przedstawilem wyniki mamie, a wlasciwie technikowi analityki Graży. no i Grażo-Mama zalamala rece, zaplakala nad losem swego jedynego syna i powiedziala ze z tego co ona widzi to jest jakis dramat i ze ja pierdole (tego nie powiedziala ale ten zwrot dosc dobrze podsumowuje jej monolog). oczywiscie chłopczyk-owczyk zbagatelizowal mamine przestrogi, oczywiscie dla swietego spokoju spotkal sie z lekarka, kolezanka mamy i wysluchal jak to alkohol jest raczej be w tej sytuacji, powiedzial ze postara sie ograniczac, ale w najblizszy weekend dal w palnik klasycznie "no bo skoro inni pija tyle co ja i jest z nimi wszystko ok to ze mna musi tez byc dobrze a od nastepnego tygodnia dietka chuje muje". oczywiscie jak pewnie sie domyslacie (pierwsze wyniki mialem kolo lutego) postanowienia najpierw mocne, potem coraz slabsze, przechodzily z poweekendu na poweekend az w koncu umarly smiercia naturalna. w miedzyczasie zrobilem sobie jeszcze dwa razy wyniki, raz spadly (niewiele) drugi raz nie wzrosly (chociaz to) niemniej jednak spadek (hipotetycznej) sredniej temperatury na ziemi z 60stopni do 52 nie bylby jakims specjalnym progresem, bo bysmy sie wszyscy kurwa posmazyli, pogotowali, podusili i pogrillowali. ta barwna niczym flaga homoseksualistow metafora dosc dobrze oddaje "poprawe" moich wynikow. po trzecim spotkaniu ze strzykawką postanowilem dac sie namowic i poszedlem do dietetyczki (ktora okazala sie moja znajoma sprzed paru lat :) zeby dowiedziec sie co jesc, czego nie jesc, co pic, czego nie pic i te pe. o dziwo przez pierwsze pare tygodni szlo mi niezle, byly kefirki z otrebami, serki odtluszczone, ciemne pieczywo, chude wedliny z kurczakow i innych nielotów, warzywa owoce, woda woda duzo wody dla ochlody cafe biba i tego typu zdrowe pierdoly. niemniej jednak wciaz weekendowo nie wylewalem za kolnierz, no bo jak to w city sie wodki z chlopakami i dziewczynami nie napic? w weekend nie pocisnac browarka? i tak jeden weekend, drugi, jakis wyjazd, jezioro, warszawa i dieta poszla sie delikatnie mowiac jebac niczym przedstawicielka kwiatu bulgarskiej autostrady. minely wakacje, minal wrzesien, po kolejnych podejsciach w koncu poszedlem dzisiaj na USG wspomniane na poczatku i tam pan docent-doktor-lekarz powiedzial mi co nastepuje. OTOZ ma pan panie patryku wszelkie objawy otluszczeniowego zapalenia watroby na tle alkoholowym (o ile dobrze zapamietalem terminologie - ale o to mniej wiecej chodzilo), z mozliwym zwloknieniem (ale to wykazalaby ewentualne biopsja) oraz pare kamyczkow w 'narządach Salety'. i zaczal mi opowiadac, jakie sa kolejne stadia tego schorzenia (bo to juz nie zaniedbanie, to schorzenie) - zwloknienie, cos tam cos tam, a na koniec bohaterka dowcipow mlodych hulakow, ktorym sie wydaje ze beda zyc wiecznie - marskosc. woreczek zolciowy i trzustka w normie - tak na marginesie.
czy to bylo cos czego nie wiedzialem wczesniej? nie. czy spodziewalem sie takiej diagnozy? tak. co w takim razie sprawilo ze po wyjsciu z gabinetu, od ku sloncu az do careefoura szedlem z moja mama praktycznie nie podejmujac tematu badania, mimo ze ona moze na temat mojego zdrowia gadac 24h na dobe, 7 dni w tygodniu? otoz wczesniej wszyscy mnie straszyli. czy to babki w Centrum, czy mama, czy lekarze,, kazdy z nich mial ton w stylu "jak nie zmienisz trybu zycia to umrzesz albo gorzej, wiec zacznij robic to to i to" a w tle walace na horyzoncie pioruny i zacinajacy deszcz. jestem taki ze jak widze ze ktos przesadza w celu wywolania efektu przerazenia, to minimalizuje zagrozenie i w rezultacie olewam przestroge. ten docent natomiast, wiekowy gosc, do ktorego na badania przyjezdzaja ludzie ze slaska, niemiec i inncyhn zakatkow swiata zwyczajnie mi przedstawil opcje. bez moralizatorstwa, bez mowienia co powinienem zrobic, bez wytyczania diet, bez namawiania na cokolwiek. po prostu podal diagnoze, powiedzial gdzie sa przyczyny i co powinno sie stac jesli sie ogarne a co jesli sie nie ogarne. i to mnie chyba ruszylo. autentycznie pierwszy raz pomyslalem "stary, nasrałeś sobie we wlasne gniazdo". niby hulam jak inni, ale, jak powiedzial lekarz "jeden wypije wiadro wodki i nic a inny pare piwek i juz cos jest nie tak - pan niestety nalezy do tej drugiej grupy". niestety.
moze blog nie jest najlepszym sposobem na obiecywanie sobie czegos (bo najczesciej robie samego siebie w balona, ku wlasnej idiotycznej uciesze, figa z makiem z pasternakiem), ale wiem ze czyta to wielu moich ziomkow od kielona, od urwanych filmow, nocnych taksowek, malych lechow w butelce i kolejek kamikadze. z tym niestety koniec, moja watróbka zasluguje na odpoczynek, regeneracje, wyjazd do spa i wakacje na krecie w towarzystwie jelita grubego (bo oni cos ze sobą krecą podobno, mimo ze wiem ze prawe pluco sie w watrobie kocha na zaboj). dlatego tez prosze was Moi Drodzy o nie testowanie mojej PRZEsłabej woli, nie namawianie mnie na kielona, nie stawianie mi niczego na barze (chyba ze soku) - to bedzie najlepsza pomoc, bo za klepanie po watrobie i mowienie ze bedzie ok, bede sprzedawal liscie (facetom) albo wreczal wizytowki (kobietom :P). a tak zupelnie powaznie na dluzszy czas MUSZE przestac zasilac budzet panstwa wplywami z akcyzy. sorry Donald, nic osobistego, wiesz jak jest.
...poza wszystkim jestem zabawny, inteligentny, elokwentny, musze sie tylko nauczyc tak fajnie gibac do rytmu na trzezwo i nawet nie zauwazycie roznicy ) - tylko ja bede mial problemy z rozszyfrowaniem co wy do mnie mowicie. ale spoko przyzwyczaje sie :)

a zeby nie bylo tak bardzo dolujaco medycznie lekarsko, to zalaczam wam moje dziatki, w dniu premiery, klip promujacy wydawnictwo "Szczecin Główny Trzy" wykonany przez dwojke moich znajomych :) (nie lansuje sie, po prostu ich znam, stad 'znajomi' - Pani Beata udziela sie nawet co jakis czas w shoutboxie jakoby ktos nie wiedzial - czas NAJWYZSZY zebym jej sie odwdzieczyl za te komentarze :)

PJR feat. Beata Andrzejeska - Sedina cz.2


a na dokladke dwa najnowsze plakaty z baaaaardzo oczekiwanego przeze mnie ale nie tylko filmu "The Spirit".

Bohater


i Złoczyńca

12 komentarzy:

eM. pisze...

razem będziemy pić mineralkę przy barze w sziti :d

owiec pisze...

dzieki to wiele dla mnie znaczy :)

salsa pisze...

przestan pierdolic i chodobaru! przyznac sie kto dal sie nabrac?;) ale chociaz raz na... tydzien sie dasz wyciagnac?:P

owiec pisze...

no wlasnie drogi kochany salsinko to nie jest zart chociaz bardzo bym chcial :/

wyciagnac sie dam ale na sober :) wiecej bede mial hajsu na wozenie twojej zapijaczonej mordy do domu :D

Anonimowy pisze...

a mozesz jarac dzez?
lep

owiec pisze...

moge sluchac milesa davisa :P

salsa pisze...

eeej! to nie musisz od razu przestac pic, po prostu zaczniemy pic TWOJE zdrowie;)

owiec pisze...

hahaha to ejst jakies wyjscie :)

Anonimowy pisze...

to dobrze ze lubisz majlesa.. bo mam fajna dzezowa kompilacje a dzis frajdej choc niestety 2k km from szn, wiec nie posluchamy razem:))) jakkolwiek by to smutowsko-gejowsko nie brzmialo:))
lepkowski

owiec pisze...

nie no nie gejowsko, przyjacielsko

jak wrocisz to zabierz plyte, albo tu ja jakies mp3 sciagne i posluchamy :D

FuFu pisze...

Owiec ja 4 lata żadnego alkoholu do ust nie wzięłam i całkiem nieźle żyję. Na początku jest ciężko znosić w szczególności pytania powtarzające się jak pierd*** autralijski bumerang "czemu nie pijesz?". Starasz się tłumaczyć ale lepiej jest wymyśleć niestworzone rzeczy tak dla jaj. Trzymam kciuki by było lepiej. Pozdrawiam

owiec pisze...

fufu dlatego napisalem to na blogu zeby wieszosc tych natretnych pijakow wiedziala o co chodzi i zebym nie musial tlumaczyc :)

dzieki ;)