czwartek, 14 sierpnia 2008

100

jest, nareszcie jest, długo oczekiwany, wspaniały, nietuzinkowy, zabawny ale i zmuszający do refleksji, epicki a zarazem przytulnie kameralny, dzisiaj ujrzał światło dzienne. kto? co? SETNY post w historii tego bloga. początki nie były łatwe, pamiętam jakby to było dziś... nie, przepraszam nie pamiętam tego w ogóle. co nie zmienia faktu ze 100 notatek dalej wciaz tu jestem przez wzloty i upadki, ups and downs, niczym listonosz przez burze i sniezyce docieram do was coprawiedziennie z nową porcją słowa pisanego (szkoda, ze epistolografia to sztuka pisania listów a nie postów na blogu, bo takie byloby piekne okreslenie 'z nową porcją epistolografii... ehhh grubemu zawsze wiatr z dupy :/)

dlugo zastanawialem sie o czym mialby byc ten setny post, czy ma byc uroczysty, odswietny, na galowo z aksamitką pod szyją? czy moze zwykly, dla ludziów, prostym językiem w dresie pisany. wtem! dzisiejszy gadugadowy opis Rymka dał mi impuls. "o czym napisze? o tym co lubie najbardziej... O CYCKACH!". tak moi drodzy, opis Rymka ('dziś nielegalnie pokażę cycki na kąpielisku "arkonka"') i związana z nim prawdziwa niczym ze strefy 11 szczecinska historia sklonila mnie do popelnienia paru zdan na najwazniejszy temat swiata.

cycuszki, piersi, bimbałki, bufet, jabłuszka, blizniaki, szczeniaczki, bufory itp. tysiąc okreslen dla ulubionej zabawki kazdego mezczyzny, od kolyski az po grob. mozna wyrosnac z lego, resoraków, gi-joe, plastikowych zolnierzykow, komiksow ze spidermanem, brudnych uszu i pilki na garażach za domem, ale z tego jednego sie nie wyrasta. osesek ssie dziarsko suta, mimo ze robi to raczej ze wzgledow kulinarnych niz z tych, dla ktorych bedzie sie za suta zabieral parenascie lat pozniej :) mlody szczyl w wieku przedszkolno-komunijnym na razie ma uspione receptory biustu z prostej przyczyny - jego kolezanki nie maja sie jeszcze czym pochwalic, a i hormony są jeszcze w fazie "zapierdol kapsle tomkowi z 3b" stad nawet kiedy gówniarz przypadkiem zobaczy mame skradajaca sie z lazienki do pokoju w niekompletnym stroju, ewentualnie pomysli "hmmmm lubie to... tylko nie wiem jeszcze czemu". cale szczescie chlopaczyna nasz przyslowiowy oczywiscie rosnie, mija hucznie wyprawianą 10tkę, potem 11, 12, 13... i?
i mniej wiecej w tym czasie nadchodzi przedwiośnie :) kolezanki z klasy zaczynają pączkować a nasz przyslowiowy, dajmy na to Włodek, wchodzi w stadium "hmmmm lubie ale nie moge jej tego powiedziec". i zaczynaja sie konskie zaloty, zabieranie tornistra zosi, ciagniecie za kucyki marysi czy 'wpadanie' na korytarzu na elę (która ma juz 170cm wzrostu i 75b bo wpierdala kukurydze modyfikowaną genetycznie).
mija troche czasu, chlopakowi wąs się sypie czarnym mchem a i w innych miejscach kielkuja przebisniegi, kuna zaczyna harcowac w najmniej odpowiednich momentach i chlopak wkracza w stadium "hmmmm lubie, tylko jak zrobic zeby zobaczyc je bez tego okropnego stanika". mniej wiecej w tym samym czasie dziewczyny przestaja wkurwiac sie na te "balony na klacie przez ktore nie mozna biegac" a zaczynaja dostrzegac wymierne korzysci plynace z posiadania takiego ekwipunku. stad czeste o tej porze roku (mamy juz wczesna wiosne) obrazki na ktorych banda zoltodziobow z namiotami w spodniach plaszczy sie przed najlepiej wyposazonymi kolezankami w nadziei ze pozwola im poniesc swoj plecak albo chociaz sam zeszyt od biologii. dziewczeta oczywiscie skwapliwie z tego korzystaja, puszczajac kolo ucha dwuznaczne komentarze, w ktorych chlopcy się lubują (i lubowac do smierci nie przestana, zaczna tylko je ciszej wypowiadac, w gronie zaufanych ziomów :P).
tymczasem nasz włodek ma juz 15stke, zgolil pierwszy raz wąsa, ma za soba dwa nieudane zwiazki (pierwszej sie pocily rece podczas chodzenia po boisku na dlugiej przerwie, druga taką dluga przerwe miala miedzy górnymi jedynkami, stąd pod presją chlopakow rozstal sie z 'czytnikiem kart magnetycznych). będąc juz wielkomiejskim singlem wlodek jedzie na kolonie do pogorzelicy. a tam RAJ, skąpo odziane plazowiczki, zakupione w kiosku przez starszych kolegow swierszczyki zalewajace pokoje kolonistow, kolezanki z domku obok wygrzewajace sie na sloncu w samych strojach kapielowych. nic dziwnego ze hormony buzuja i ktoregos wieczora wlodek na dyskotece prosi w koncu do tanca anitę ze skierniewic, kolonijną seks bombę. jest przytulaniec, jest kilka glupich gadek, spacer do domku, buzi, buzi "a moze wejdziesz na moment, kolezanki jeszcze nie wrocily z baletów"... wtedy wlodek jest juz w stadium "hmmm, lubie.... lubie lubie lubie :D". oczywiscie wchodzi, oczywiscie drzwi sie zamykaja, oczywiscie swiatlo gasnie, oczywiscie... godzine pozniej z rumiencami na twarzy włodek opowiada kolegom (ktorzy niedlugo po tej historii beda musieli przylozyc pewnemu zwierzeciu pod koldrą) jakie to anita ma najfajniejsze na calym swiecie cycki i ze jak sie dotyka to takie miekkie ale w niektorych miejscach twarde i ze w tych pornosach szmule to maja sztuczne a on dotykal prawdziwych i idzie spac bo jutro znowu ma randke. nadchodzi wiosna pełną gębą.
od tej pory włodkowi przybywa na koncie. lat. doswiadczen. obsciskanych cyckow. staje sie tez wybredny, w koncu cyc cycowi nie rowny (tego sie wlasnie z doswiadczeniem nauczyl). tutaj przerozne wlodki sie troszke rozchodzą, z osiedlowej jednokierunkowej robi sie wielopasmówka. wszyscy niby w jednym kierunku ale kazdy na innym pasie. i tak jeden woli male jedrne takie do reki, drugi wieksze pelne, prezace sie w dekolcie, trzeci giganty w ktorych moze sie utopic, a czwarty zmienia pasy jak szalony bo w zasadzie lubi wszystkie :) wiosna powoli mija i niepostrzezenie przechodzi w lato, niby wciaz gorąco, ba nawet bardziej niz wiosną, ale jednak troche parno, nie ma juz tej swiezosci. mimo wszystko wlodek to nadal koneser, dzieki cyckom daje sie namowic na najbardziej absurdalne zakupy (bo ta pani ktora reklamowala... eeee niewazne, ile place?), z powodu cyckow rozbija pierwszy samochod (widziale... JEBUT!), cycki prowadzą nawet do doktora (wie pan co nie pamietam jak wygladala, biust miala taki... ale to zejdzie z czubeczka prawda? bo boli jak sikam :/), w koncu pewne cycki go zaczarowuja na amen. nie takie w pacierzu. takie przed oltarzem. wlodek daje sie usidlic tej pieknej rudej asystentce ("hmmm lubie, będą moje") z dzialu kontroli jakosci dwa pietra nizej, przez ktorej dekolt wydal majatek na róże, kolacje, wyjazdy za granice i pierscionek z brylantem wiekszym niż jego przyrodzenie.

tutaj paniom sie wydaje ze wlodek w koncu znalazl cycki na cale zycie.

panowie za to obdarzaja swoje panie promiennym usmiechem i mowia "no PEWNIE kochanie".

wilk syty i owca cała. tyle ze ta owca... tzn włodek :P ani mysli zapominac o innych cyckach. trzeba mu oddac ze u progu jesieni nie gania juz za innymi w celu poznania organoleptycznego. on jest juz dojrzalym koneserem. widok cycka juz nie stawia na bacznosc kuny, teraz jedynie podnosi nieco cisnienie krwii, a on patrzy, bo lekarze powiedzieli ze to zdrowo. ruda asystentka coraz czesciej jest rudą zołzą, wiec on coraz czesciej oddaje sie przyjemnosci zerkniecia na swiezego boobiesa czy to w parku na spacerze, czy w restauracji na obiedzie czy przy chlodni w supermarkecie w nadziei ze obiekt obserwacji nie ma stanika :) jesien mija, niektore włodki spadaja ze swoich drzew i szukają innych, mlodszych zagajnikow, wiekszosc jednak zostaje. rude cycuszki siegaja juz pasa, wiec zołza nie nosi juz tych kusych bluzeczek jak kiedys, nadchodzi zima. taka w ktorej platki sniegu maja ksztalt niebieskich pastylek, z ktorych wlodek czasem ulepi sobie bałwana. włodka dopada parkinson (nie majacy nic wspolnego z pojęciem 'szybkich rączek', wierzcie mi), reumatyzm a w koncu alzheimer. powoli zapomina jak nazywa sie ten metal do jedzenia tej kolorowej wody z miski, to pudlo z ludzmi biegajacymi w ta i z powrotem, ta siwa babeta krecaca sie co chwila przy kwiatach a nawet to drewienko do otwierania jezyka ktorym ten pan w bialym kitlu ostatnio dreczyl jego migdalki.
i tylko jedna rzecz zostaje w pamieci...

juz do konca.

99 words for boobs

+ mala sonda dla czytelnikow:


p.s. oto linki do artykulow, ktore zainspirowaly autora powyzszych rozwazan do owych rozwazan wlasnie:
LINK 1
LINK 2

7 komentarzy:

Anonimowy pisze...

co wy wszyscy z tymi cyckami, jak slowo daje... :>

owiec pisze...

hmmmm a co to za anonim, no nie poznaje, nwet po tym zwrocie jak slowo daje :D

Anonimowy pisze...

o do diaska, to ja juz NIE WIEM :D

gumplowitz pisze...

ofca, zryty beret masz:P

anonimowa eM. pisze...

tak całkiem serio,chciałam powiedzieć,że owy cyckowy esej podoba mi się najbardziej na świecie. stąd klask klask gratki gratki i dalej polecam politykę. wtedy zamiast żółwików będą uściski dłoni pełne szacunku i uznania.

Anonimowy pisze...

yo bijacz.niezle niezle,wrocilem z droghedy gdzie sie lekko sponierwieralem na goscinnym wystepie,zachodze do neta a tu taki rarytasik:P nie chodzi tlyko o temat ale i o ilosc wpisow:)
tak mi sie skojarzylo ze na szpare pomiedzy jedynkami to my mowilismy pieciozlotowka bo sie ta moneta spokojnie by tam zmiescila:))
lep

owiec pisze...

dziekuje za slowa uznania, kwiaty i czekoladki ktore zostaly mi dostarczone do garderoby po wystepie :)