wtorek, 23 grudnia 2008
faulheit
jesli szukaliscie innych powodow mojej nieobecnosci i wykluczyliscie tę najbardziej oczywistą a zarazem prozaiczną to musze was zmartwic - oto ona. przyczyna mojej ponadtygodniowej absencji. cecha, ktora opanowalem do perfekcji przez lata praktyki, tak indywidualnej jak i grupowej. INERCJA. tak moi drodzy, to wlasnie INERCJA jest ową tajemniczą przyczyną. słowo to w łacinie ma niebezpiecznie bliskie konotacje z innym, ktore z pewnoscia wpadlo wam do glowy, a mianowicie z "lenistwem" ( łac. inertia 'niezdarność; próżniactwo; lenistwo') niemniej jednak przez lata od swojego powstania "lenistwo" nabralo znaczenia pejoratywnego, podczas gdy "inercja" pozostala na półce z wyrazami: "zagraniczniebrzmiące, niewiemcoznaczące, ładnibrzmiącewrozmowie, napewnozfizykikwantowej". po chujowym dyktandzie w 2 klasie pani od polaja nie powie ze "to nie zadna dysleksja tylko zwykla inercja", mama nie skarci za balagan w pokoju wyzywajac od "inercyjnych" wreszcie na pierzonej kanapie w Akademii Pana Kleksa nie siedział żaden "Iner". slowko owo ostalo sie w "dziewiczym" stanie i przetrwalo bez skazy od stworzenia az po dzisiejszy dzien. niestety, jako ze we wspolczesnym swiecie kult dziewictwa jest na poziomie kultu wiewiórek w puszczy bukowej, a samo dziewictwo dziala w naszej swiadomosci na takiej samej zasadzie co "tajlandzka róża" - każdy wie, że to istnieje, pare osób sie nawet z tym spotkało twarzą (źle dobrana figura retoryczna chociaz moze i nie do konca) w twarz niemniej jednak kazdy wie, ze to rzadkosc i ze bez tego byloby duuuuzo lepiej. dlatego też (wracajac z malej dygresji) uwazam ze dziewictwo "inercji" to cos z czym trzeba sie rozprawic raz na zawsze i zaczac sobie na niej uzywac. przeciez taki "synonim" moze (do czasu popularyzacji) nam zaoszczedzic sporo klopotow. w koncu o ile lepiej zabrzmi "inercja" w tlumaczeniu ucznia bez zadania domowego, studenta bez wpisu w indeksie czy pracownika bez planów do złożenia "na wczoraj"? mozna to nawet ubrac w stroj "poprawnosci politycznej" - skoro mowimy teraz "afroamerykanin" a nie czarnuch, "horyzontalnie rozszerzony" a nie grubas , czy "posiadajacy wszystkie kończyny inaczej" a nie kadłubek, to czemu by nie nazwac ordynarnego "lenistwa" wysublimowaną "inercją" - w koncu inercja, jako termin fizyczny to nic innego jak tylko "bezwładność; bierność, niechęć do ruchu, wysiłku, czynu, zmian". lenistwo, owszem w czystej postaci, ale jak brzmi... jak górnolotnie, jak niejednoznacznie, jak wymagająco. bierność staje sie juz biernym oporem (zamiast zwyklego dbania o wlasna dupe i nie wychylania sie za bardzo), niechec do ruchu - niechęcią do pochopnych ruchów. niechęć do wysiłku, czynu? przeciez tu tez jest drugie dno - chodzi oczywiscie o zachowanie sil na ODPOWIEDNI moment. a niechec do zmian? moi drodzy, przeciez lepsze jest wrogiem dobrego i to wiadomo nie od dzisiaj. dlatego prosze wybaczcie mi ten tydzien oddawania sie uciechom błogiej inercji, postaram sie nadrobic :)
jako pierwsze nadrobienie - I'm wicked and I'm inertial
jako drugie - rok 1998, pewien "horyzontalnie poszerzony" pan, połowa (większa :P) duetu Eightball & MJG wydaje dwuplytowy solowy album, ktory jest moim skromnym zdaniem ESENCJĄ poludniowego rapu sprzed ery "MasterP-CashMoney-iReszta". wyrazne west-coastowe nalecialosci, piszczaly w bitach, nawijki z ulicy, klubu i sypalni z tym że LA zastąpiło Tennessee. klasyczny, bardzo relaksujacy album z gorącego Południa do zimowej Polski prosto po kablu (3 plyta to bonus z suave house records - enjoy)
a jako ze mnie nie bylo dluzej troche, to trzecie nadrobienie - polecam wamfaulheit swiezo przeze mnie sciagniety i sprawdzony oraz zaakceptowany (owiec approved) album ktory w swojej witrynce wywiesila pewna Pani Dj, o ktorej zreszta przygotowalem (prawie) kolejną notkę :)
p.s. na koniec macie troche powazniejsze podejscie do problemu "lenistwa" - i rok produkcji i jezyk powinien dac nam troche do myslenia, bo ta rozprawka o lenistwie w kontekscie nowego akwarium ma, nomen omen, drugie dno. warto:
piątek, 12 grudnia 2008
brad na piątek
dzisiaj nie ma pisania, o 17.40 zakonczenie sezonu regularnego w MLB - mamy juz play-offs, wiec dzisiaj radosny basket bez spinek ale innego rozwiazania niz "do przodu" nie przewidujemy. trzymajcie kun... kciuki w sensie :)
ale skoro nie ma pisania, to moze chociaz bedzie jakies wklejanie czy cos? no moze byc, ale tylko jedno ok?
brad pitt a.k.a. zaginiony syn marlona brando

ale skoro nie ma pisania, to moze chociaz bedzie jakies wklejanie czy cos? no moze byc, ale tylko jedno ok?
brad pitt a.k.a. zaginiony syn marlona brando

kadr ze wspominanego juz tu wielokrotnie filmu "Inglourious Basterds" w rezyserii Quentina.
stay tuned!
czwartek, 11 grudnia 2008
ticket
dzisiaj stracilem drogowe dziewictwo.
nie no, w nieco inny sposób, oczywiscie mozna sie domyslic jaki :) dzisiaj pan policjant w rozklekotanym poldolocie na malym skrzyzowaniu w Lipianach wreczyl mi mandat opiewajacy na sumę 200pln dodając w prezencie swiatecznym 4 punkty karne. czemu? oczywiscie z czystej glupoty a raczej klasycznego, patologicznego juz w moim przypadku, roztrzepania zapomnialem wlaczyc swiatla przejezdzajac z punktu A do punktu B odleglych od siebie o rzut beretem (czyli jakies 200m). pan policjant najpierw przygotowal dmuchadełko, ale chyba potem zrezygnowal (o ironio podejrzewal mnie AKURAT w trakcie mojej przymusowej abstynencji), za to przygotowal druczek, wypelnil i wreczyl z ojcowskim pozdrowieniem i instrukcją dotyczącą zaplaty. "pan kierowca" czyli ja grzecznie mandat przyjal, zyczyl panom władzom wesolych swiat i kurwa jego w dupe zapierdolona mać (cytat z filmu, si?) wsiadl do samochodu i odjechal w siną dal czyli do domu. najciekawsze jest jednak to ze 2 godziny wczesniej, w gorzowie wielkopolskim "pan kierowca" wyjezdzal z parkingu tesco zeby dojechac do stacji benzynowej po brawurowo wykonanym ksero dowodu niejakiego pana Adama M. i rowniez nie wlaczyl swiatel na ten (a jakze) ROWNIEZ krotki, dwustumetrowy przejazd. i co? i OCZYWISCIE natknal sie na patrol policji, ktory to patrol kazal temu kierowcu zjechac na pobocze po czym na szczescie udzielil mu jedynie pouczenia co ów kierowca przyjal z ulgą niemałą. ale jak to mowia, co sie odwlecze to nie uciecze, o czym juz, nie zachowujac chronologii w stylu tarantinowskim, napisalem na poczatku. mowia tez ze mile zlego poczatki (bo dzien milo sie zaczal a i owszem) oraz ze barbary po lodzie, święta po wodzie (to nie wiem jak sie odnosi do zaistnialej sytuacji, ale tak mowią) wiec drogi panie kierowco i ty pani kierowco czytajacy te slowa zapamietajcie moj przypadek i kiedy uda wam sie wyjsc calo z sytuacji podmandatowej, nie popelniajcie drugi raz tego samego błedu I ZAPALCIE KURWA SWIATLA MIJANIA. wtedy moja glupota nie pojdzie przynajmniej na marne. z góry dziekuje :)
p.s. zastanawiales sie kiedys co TY byś zrobił ostatniego dnia?
Afterville, 27 Maja w kinach polecam:
nie no, w nieco inny sposób, oczywiscie mozna sie domyslic jaki :) dzisiaj pan policjant w rozklekotanym poldolocie na malym skrzyzowaniu w Lipianach wreczyl mi mandat opiewajacy na sumę 200pln dodając w prezencie swiatecznym 4 punkty karne. czemu? oczywiscie z czystej glupoty a raczej klasycznego, patologicznego juz w moim przypadku, roztrzepania zapomnialem wlaczyc swiatla przejezdzajac z punktu A do punktu B odleglych od siebie o rzut beretem (czyli jakies 200m). pan policjant najpierw przygotowal dmuchadełko, ale chyba potem zrezygnowal (o ironio podejrzewal mnie AKURAT w trakcie mojej przymusowej abstynencji), za to przygotowal druczek, wypelnil i wreczyl z ojcowskim pozdrowieniem i instrukcją dotyczącą zaplaty. "pan kierowca" czyli ja grzecznie mandat przyjal, zyczyl panom władzom wesolych swiat i kurwa jego w dupe zapierdolona mać (cytat z filmu, si?) wsiadl do samochodu i odjechal w siną dal czyli do domu. najciekawsze jest jednak to ze 2 godziny wczesniej, w gorzowie wielkopolskim "pan kierowca" wyjezdzal z parkingu tesco zeby dojechac do stacji benzynowej po brawurowo wykonanym ksero dowodu niejakiego pana Adama M. i rowniez nie wlaczyl swiatel na ten (a jakze) ROWNIEZ krotki, dwustumetrowy przejazd. i co? i OCZYWISCIE natknal sie na patrol policji, ktory to patrol kazal temu kierowcu zjechac na pobocze po czym na szczescie udzielil mu jedynie pouczenia co ów kierowca przyjal z ulgą niemałą. ale jak to mowia, co sie odwlecze to nie uciecze, o czym juz, nie zachowujac chronologii w stylu tarantinowskim, napisalem na poczatku. mowia tez ze mile zlego poczatki (bo dzien milo sie zaczal a i owszem) oraz ze barbary po lodzie, święta po wodzie (to nie wiem jak sie odnosi do zaistnialej sytuacji, ale tak mowią) wiec drogi panie kierowco i ty pani kierowco czytajacy te slowa zapamietajcie moj przypadek i kiedy uda wam sie wyjsc calo z sytuacji podmandatowej, nie popelniajcie drugi raz tego samego błedu I ZAPALCIE KURWA SWIATLA MIJANIA. wtedy moja glupota nie pojdzie przynajmniej na marne. z góry dziekuje :)p.s. zastanawiales sie kiedys co TY byś zrobił ostatniego dnia?
Afterville, 27 Maja w kinach polecam:
---------------------------------------------------------------------------------
jednak nie chce mi sie moderowac komentarzy, wiec niniejszym usuwam ta opcje :) piszta co chceta, najwyzej wam to pokasuje, upajajac sie moja nieograniczoną wladzą w tym zakątku internetu :)
środa, 10 grudnia 2008
mini
zainspirowany... nie czekaj, to zbyt głebokie słowo... a że innego w mojej przepastnej głowie znalezc nie moge, to zrobie szybkie "cut the bullshit" i przejde od razu do rzeczy. pare dni temu, nie wiedziec czemu popadlem w rozkminkę na temat miniaturyzacji. nie chodzi mi rzecz jasna o eksperymenty rodem z "kochanie zmniejszyłem dzieciaki" czy "fantastic voyage" ale o powszechne w dzisiejszym swiecie dązenie do zmniejszania doslownie wszystkiego, od samochodow przez telefony komorkowe az do strojow kapielowych - wszystko staje sie coraz nizsze, węższe, lzejsze i krótsze. wraz z utratą rozmiaru nie idzie wszakze utrata wlasciwosci, wrecz przeciwnie - mniejsze gadżety maja nieporównianie lepsze "fjuczersy" niz ich wielgachni poprzednicy - telefony ewoluujące z cegieł w male centra rozrywki multimedialnej, komputery pod postacią palmtopów (a moze juz niedlugo i fingertopów albo nailtopów), twarde dyski z terabajtami miejsca zgromadzonego na centymetrach kwadratowych, zwrotne i ekonomiczne samochody ktore mozna zaparkowac w przedpokoju, czy stroje kapielowe... o zaletach miniaturyzacji tychze chyba mowic nie musze :) slowem - technika przyswoila sobie powiedzonko "male jest piekne" i uczynila z niego motto rozwoju. oczywiscie ja, jako odbiorca tych cudeniek nie moge narzekac, w koncu do posiadania kompa nie potrzebuje juz biurka, telewizor, mimo ze milioncalowy mozna powiesic na scianie, w kieszeni da sie z telefonem upchnac tez portfel i paczke spice gold a citroen c1 lepiej poradzi sobie z miejscem na podziemnym parkingu niz renault 19 chamade bez wspomagania. ale wspomniana miniaturyzacja nie odnosi sie tylko do technologicznych wynalazkow - zmniejszeniu, chociaz bardziej przenosnemu, ulegaja odleglosci, które, chociaz w kilometrach takie same, nie sa juz tak odczuwalne. w koncu co to za problem w ciagu jednego dnia poleciec do londynu i z powrotem, a w miedzyczasie poinformowac kolege pracujacego w kanadzie o wygranej jego ukochanego dolcana ząbki, przeprowadzic telekonferencje z kontrahentami z dżakarty czy wyslac mmsowe zyczenia ciotce elżbiecie z nowego targu. wszystko w mgnieniu oka, na szybkiego, jakby nie dzielilo nas tysiac kilometrow, ale pare centymetrow. swiat maleje w ekspresowym tempie, ale, o ironio, coraz wiecej sie w nim miesci, slowa reklamy "duzy moze wiecej" sa juz przestarzale i kompletnie nieadekwatne. zyjemy w epoce "nano", gdzie maly moze tyle, ile duzemu sie nigdy nie snilo.
tylko gdzie tu cos odkrywczego? po co ten akapit, przeciez to same truizmy, banały nudne do wyrzygania. otoz chwile myslac o tych wszystkich zminiaturyzowanych zaczalem sie zastanawiac kiedy echa miniaturyzacji dotrą do strefy otoczonej zewsząd znakami "zakaz wjazdu pojazdom poniżej (...)". o jakiej strefie mowie? ano oczywiscie o strefie intymno-prywatno-łóżkowo-przyjemnosciowej. nie wiem czemu (tzn. wiem doskonale, ale wstyd sie przyznawac :D) myslac o mini-telefonach czy mini-samochodach od razu pomyslalem o mini-kunach czy mini-bimbałkach. czy nadejdzie kiedys moment ewolucji, w ktorym facetowi wystarczy "2 inches of hard dick" zeby laska krzyknela "WIECEJ!!!"? czy kiedykolwiek gazeta z deską do prasowania w ksztalcie kobiety (albo na odwrot) na okladce bedzie miala wieksza sprzedaz niz TAKI magazyn? czy do ksiegi guinessa wpiszą kobietę z najmniejszym biustem? czy okreslenie "smutny korniszonek" straci swoje pejoratywno-przesmiewcze zabarwienie? nie zebym wyczekiwal takiej chwili - to zwyczajna owcza ciekawosc, bo taka chwila predko nie nadejdzie. na calym swiecie laski chca miec coraz mniejsze nokie do coraz mniejszych torebek przy coraz krotszych spodniczkach, a do tego facetow z coraz wiekszymi kutongami (plus coraz wiekszymi rachunkami na koncie - wtedy mozna odwiedzic jakiegos najblizszego plastycznego). a faceci? jak to faceci - oczywiscie ogladaja sie za laskami z wydatnie eksponowanym bufetem a jak juz zasiada do swoich mini-lapsow z mini-dyskami to ich skrzynki mailowe bombardują zachęty w stylu "enlarge-your-penis". tak tak moi drodzy, swiat maleje, ale ta jedna strefa pozostaje niezwruszona. oaza wielkosci na pustyni miniaturek. otoczeni mini-gadzetami wciaz szukamy maxi-ksztaltow, wciaz kreci nas "wenusowy cyc" czy "murzynska kuna", nie ma sie co oszukiwac. w tej materii duży nadal moze wiecej, a "size DOES matter".
i nie zanosi sie w najblizszej przyszlosci na jakiekolwiek zmiany :)
to wszystko oczywiscie tytulem wstępu gdyż bo ponieważ dzisiaj w kąciku filmowym prawdziwa gratka. a wlasciwie GRATKA przez duze R. ale najpierw, zeby nie bylo tak na tacy wszystko ladnie podane, najnowszy zwiastun, najnowszego terminatora, w ktorym najnowszym wcieleniem johna connora będzie christian-bruce-batman-wayne-bale. film, cale szczescie, stylistycznie odcina sie od kompletnie nieudanej (oprocz kristianny loken) "trójki" i zwiastuje zupelnie nową trylogię (zaczynającą się juz po niesławnym "judgement day"). niestety gubernator arnold nie będzie "al bi bak" ale za to mamy nadzieję na kawalek naprawde dobrego, post-apokaliptycznego science fiction w dobrze znanej scenerii:
a teraz wisenka na torcie. kto z was (nie pytam urodzonych w latach 90tych, ci pewnie nie pamietaja) nie spedzal popoludniowych poszkolnych godzin wpatrujac sie w kanal Polonia1 i czekajac na pasmo japonskich kreskowek z wloskim dubbingiem i polskim lektorem? ktory chlopak nie chcial grac jak tsubasa, ktora dziewczyna nie chciala scinac jak jean hazuki, kto nie usilowal dotknac jezykiem nosa i pokazujac trzy palce mowic "biale majteczki"? ktory chlopak nie trenowal ciosow generala dajmosa, nie podspiewywal "calendar, calendar man", nie czekal az Miss Dronio pokaze cyca czy wreszcie nie zakrzyknal "yatta" kiedy cos mu sie udalo? tych ktorzy odpowiedzieli "ja, a o co chodzi" zapraszam do wyjscia, a reszte z calego serca namawiam - sprawdzcie TO:
mhm, oczy was nie mylą. jedna z najlepszych kreskowek naszego dziecinstwa W KONCU w wersji filmowej. juz w 2009 roku bedziemy mogli obejrzec zmagania Yattamana z trójką Drombo, kibicowac jednym albo drugim, obejrzec yatta-zwierzaki wypluwajace yatta-robociki i wyczekiwac podstepow Dokuro Bei.
yattaman, yattaman... (klik klik jesli znasz japonski... jesli nie znasz to klik klik na chybil trafil :)
p.s. szczecin dawaj na majka. mixtape soboty a na nim zwrotki smietanki szczecinskiej sceny rapowej. juz niedlugo, juz niedlugo... jjjjaram sie :)
p.p.s. Kibicuj Falconowi. namawia Ciastko (o TUTAJ, zaraz pod recenzją płyty) i ja wraz z nią :)
tylko gdzie tu cos odkrywczego? po co ten akapit, przeciez to same truizmy, banały nudne do wyrzygania. otoz chwile myslac o tych wszystkich zminiaturyzowanych zaczalem sie zastanawiac kiedy echa miniaturyzacji dotrą do strefy otoczonej zewsząd znakami "zakaz wjazdu pojazdom poniżej (...)". o jakiej strefie mowie? ano oczywiscie o strefie intymno-prywatno-łóżkowo-przyjemnosciowej. nie wiem czemu (tzn. wiem doskonale, ale wstyd sie przyznawac :D) myslac o mini-telefonach czy mini-samochodach od razu pomyslalem o mini-kunach czy mini-bimbałkach. czy nadejdzie kiedys moment ewolucji, w ktorym facetowi wystarczy "2 inches of hard dick" zeby laska krzyknela "WIECEJ!!!"? czy kiedykolwiek gazeta z deską do prasowania w ksztalcie kobiety (albo na odwrot) na okladce bedzie miala wieksza sprzedaz niz TAKI magazyn? czy do ksiegi guinessa wpiszą kobietę z najmniejszym biustem? czy okreslenie "smutny korniszonek" straci swoje pejoratywno-przesmiewcze zabarwienie? nie zebym wyczekiwal takiej chwili - to zwyczajna owcza ciekawosc, bo taka chwila predko nie nadejdzie. na calym swiecie laski chca miec coraz mniejsze nokie do coraz mniejszych torebek przy coraz krotszych spodniczkach, a do tego facetow z coraz wiekszymi kutongami (plus coraz wiekszymi rachunkami na koncie - wtedy mozna odwiedzic jakiegos najblizszego plastycznego). a faceci? jak to faceci - oczywiscie ogladaja sie za laskami z wydatnie eksponowanym bufetem a jak juz zasiada do swoich mini-lapsow z mini-dyskami to ich skrzynki mailowe bombardują zachęty w stylu "enlarge-your-penis". tak tak moi drodzy, swiat maleje, ale ta jedna strefa pozostaje niezwruszona. oaza wielkosci na pustyni miniaturek. otoczeni mini-gadzetami wciaz szukamy maxi-ksztaltow, wciaz kreci nas "wenusowy cyc" czy "murzynska kuna", nie ma sie co oszukiwac. w tej materii duży nadal moze wiecej, a "size DOES matter".
i nie zanosi sie w najblizszej przyszlosci na jakiekolwiek zmiany :)
to wszystko oczywiscie tytulem wstępu gdyż bo ponieważ dzisiaj w kąciku filmowym prawdziwa gratka. a wlasciwie GRATKA przez duze R. ale najpierw, zeby nie bylo tak na tacy wszystko ladnie podane, najnowszy zwiastun, najnowszego terminatora, w ktorym najnowszym wcieleniem johna connora będzie christian-bruce-batman-wayne-bale. film, cale szczescie, stylistycznie odcina sie od kompletnie nieudanej (oprocz kristianny loken) "trójki" i zwiastuje zupelnie nową trylogię (zaczynającą się juz po niesławnym "judgement day"). niestety gubernator arnold nie będzie "al bi bak" ale za to mamy nadzieję na kawalek naprawde dobrego, post-apokaliptycznego science fiction w dobrze znanej scenerii:
a teraz wisenka na torcie. kto z was (nie pytam urodzonych w latach 90tych, ci pewnie nie pamietaja) nie spedzal popoludniowych poszkolnych godzin wpatrujac sie w kanal Polonia1 i czekajac na pasmo japonskich kreskowek z wloskim dubbingiem i polskim lektorem? ktory chlopak nie chcial grac jak tsubasa, ktora dziewczyna nie chciala scinac jak jean hazuki, kto nie usilowal dotknac jezykiem nosa i pokazujac trzy palce mowic "biale majteczki"? ktory chlopak nie trenowal ciosow generala dajmosa, nie podspiewywal "calendar, calendar man", nie czekal az Miss Dronio pokaze cyca czy wreszcie nie zakrzyknal "yatta" kiedy cos mu sie udalo? tych ktorzy odpowiedzieli "ja, a o co chodzi" zapraszam do wyjscia, a reszte z calego serca namawiam - sprawdzcie TO:
mhm, oczy was nie mylą. jedna z najlepszych kreskowek naszego dziecinstwa W KONCU w wersji filmowej. juz w 2009 roku bedziemy mogli obejrzec zmagania Yattamana z trójką Drombo, kibicowac jednym albo drugim, obejrzec yatta-zwierzaki wypluwajace yatta-robociki i wyczekiwac podstepow Dokuro Bei.
yattaman, yattaman... (klik klik jesli znasz japonski... jesli nie znasz to klik klik na chybil trafil :)
p.s. szczecin dawaj na majka. mixtape soboty a na nim zwrotki smietanki szczecinskiej sceny rapowej. juz niedlugo, juz niedlugo... jjjjaram sie :)
p.p.s. Kibicuj Falconowi. namawia Ciastko (o TUTAJ, zaraz pod recenzją płyty) i ja wraz z nią :)
wtorek, 9 grudnia 2008
trochę tego
dzisiejszy dzien sponsoruje słówko "trochę":
- trochę krystiana z szafy (0:59)
- trochę pornografii

- trochę musicalowego jezusa
- trochę cebulowych filmozwiastunów
- i trochę najlepszego klasycznego drumowego gówna z 1997 na Wasze odsłuchy

p.s. ustawilem opcje "moderowania komentarzy". czemu? z jednej prostej przyczyny - pod poprzednim postem pojawil sie jeden z dupy wyciagniety, dosc wulgarny, do tego anonimowy komentarz do tresci plus maly bluzg na mnie osobiscie. jako ze blog jest moja wlasnoscia prywatna, a nie folwarkiem dla niedojebanych trolli zastrzegam sobie po prostu mozliwosc przejrzenia komentarza przed publikacją. roznica bedzie taka, ze zamiast pojawiac se od razu, komentarze przejda przez malenkie sitko, w ktorym odlowie jakies anonimowe idiotyzmy, jesli oczywiscie jakies sie jeszcze pojawia :) autora (albo raczej autorke) komentarza z "wiesniakiem" w tresci pozdrawiam goraco i nie namawiam do ponownych odwiedzin.
- trochę krystiana z szafy (0:59)
- trochę pornografii

- trochę musicalowego jezusa
- trochę cebulowych filmozwiastunów
- i trochę najlepszego klasycznego drumowego gówna z 1997 na Wasze odsłuchy

p.s. ustawilem opcje "moderowania komentarzy". czemu? z jednej prostej przyczyny - pod poprzednim postem pojawil sie jeden z dupy wyciagniety, dosc wulgarny, do tego anonimowy komentarz do tresci plus maly bluzg na mnie osobiscie. jako ze blog jest moja wlasnoscia prywatna, a nie folwarkiem dla niedojebanych trolli zastrzegam sobie po prostu mozliwosc przejrzenia komentarza przed publikacją. roznica bedzie taka, ze zamiast pojawiac se od razu, komentarze przejda przez malenkie sitko, w ktorym odlowie jakies anonimowe idiotyzmy, jesli oczywiscie jakies sie jeszcze pojawia :) autora (albo raczej autorke) komentarza z "wiesniakiem" w tresci pozdrawiam goraco i nie namawiam do ponownych odwiedzin.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

